UWAGA! Jeśli zamiast muzyki w tle pojawia się reklama, odświeżcie stronę lub przewińcie piosenkę i cofnijcie. YT przejął blogi, niestety :c

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

O5. Spowiadam się w Ciebie, spoglądam między żebra, wdzieram się.


- Wyluzuj się.
Ciepły głos Severina sprawia, że na moment zamykasz oczy, wypuszczasz z płuc haust powietrza i rozluźniasz spięte ramiona. Czujesz, jak mąż delikatnie masuje Twój kark i całuje blady policzek. Uśmiechasz się nieśmiało i wtulasz głowę w jego szyję, rozkoszując się zapachem jego nowych perfum - o niebo lepszych od poprzednich.
- Świetnie! Wspaniale!
Z transu wyrywa Cię entuzjastyczny okrzyk fotografa. Mężczyzna patrzy w ekran swojego aparatu i uśmiecha się szeroko.
- O to właśnie chodzi! Nie macie pozować, tylko cieszyć się sobą jakby mnie tu nie było!
"Łatwo mówić", myślisz i obracasz się przodem do Severina. Mocno przytulasz świeżo upieczonego męża, opierasz się policzkiem o jego tors i, za radą fotografa, cieszysz się momentem - w końcu biała sukienka i welon jeszcze dziś wylądują w szafie, a o weselu częściej będą przypominać odciski i ciągłe skurcze w lewej łydce, niż Twoja kreacja. Odczuwasz ogromne zmęczenie, ale mimo to nie chcesz, aby ta chwila się skończyła. Najchętniej przedłużyłabyś cały weekend w nieskończoność i patrzyła na eleganckiego Severina czekającego na Ciebie przy niewielkim ołtarzyku z błyskiem w oku, powtarzała słowa przysięgi w kółko i w kółko słuchała przysięgi Seva, tańczyła z nim i z gośćmi całą noc, śmiała się i bawiła bez ustanku.
- Co jest? - pyta Severin wciąż mocno Cię obejmując.
- Jestem zmęczona - mruczysz i spoglądasz na jego twarz, równie zmęczoną, ale też tak samo szczęśliwą - marzę o miękkim łóżku i wygodnej piżamie.
- Jutro o tej porze będziemy już w Rzymie. Tam na pewno wyśpisz się za wszystkie czasy - śmieje się Freund.
- Nie jestem taka pewna... - mówisz i czujesz, jak maż szczypie Cię w ramię. Ponownie kierujesz wzrok wprost na jego oczy i uśmiechasz się szeroko. Na twarzy Severina pojawiają się charakterystyczne zmarszczki, które niemal całkowicie zasłaniają mu oczy. To jedna z tych cech, które pokochałaś w nim od razu - gdy Sev się śmieje, to śmieje się cała jego twarz, a radość niemal promieniuje i zaraża wszystkich wokół.
- Pięknie! - magiczny moment znów przerywa okrzyk fotografa - jeszcze kilka na pomoście i będziecie mieli naprawdę piękny album!
Severin chwyta Cię pod ramię i pomaga przejść po nierównym trawniku. Reszta sesji mija zaskakująco szybko i przyjemnie, a kilka godzin później w końcu leżysz zawinięta w kołdrę, ze spakowaną walizką pod drzwiami, błyszczącą obrączką na serdecznym palcu i ukochanym mężczyzną u boku.

Samotna łza spadła wprost na środek Twojej ulubionej fotografii ślubnej - tej, na której opierasz się o Severina z zamkniętymi oczami i delikatnym uśmiechem, na której wyglądasz na najbezpieczniejszą kobietę pod słońcem, na której nie widać ani krzty zmartwienia, czy problemu. Severin spogląda na Ciebie z troską i miłością, trzyma mocno Twoje ramiona. Nic wokół się nie liczy, świat przestał wtedy istnieć.
- Może Pani wejść - w drzwiach sali Severina pojawia się znajoma pielęgniarka i gestem dłoni zaprasza Cię do środka. Zrywasz się z niewygodnego krzesełka i wchodzisz do pokoju. Sev bawi się telefonem, jednak gdy tylko Cię zauważa uśmiecha się szeroko i odkłada komórkę na szafkę.
- Jak poszło badanie? - pytasz, starając się stłumić wciąż powracające drżenie w gardle.
- Nie najgorzej - mamrocze blondyn - jak każde inne.
- A jak się dziś czujesz? - siadasz na skraju łóżka męża i dłonią przeczesujesz jego długie włosy. Severin milczy dłuższą chwilę i dziwnie mruży brwi, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
- Jak zawsze - mówi w końcu i wzdycha, zamykając oczy. Gładzisz dłonią jego policzek i szyję, próbujesz znaleźć jakieś odpowiednie słowa, jednak masz w głowie pustkę. W ciągu ostatnich kilku dni nauczyłaś się, że czasem lepiej zamilknąć, niż zmuszać Seva do rozmowy - bywa marudny, nieprzyjemny i chłodny, jednak powoli uczysz się znosić jego humorki i w pełni je usprawiedliwiasz. Gołym okiem widać, że mężczyzna cierpi, że jest obolały, że jego stan go po prostu irytuje i nie może poradzić sobie z bezsilnością, ale mimo to nie chce konsultacji ze szpitalnym psychologiem. Nie masz pomysłu jak pomóc mężowi, dla Ciebie ta sytuacja jest równie trudna, ale przecież musisz jej podołać, tak samo jak Sev musi w końcu podołać bezradności.
- Co masz w ręce?
Severin ciekawsko wychyla się i powoli wysuwa fotografię z Twojej dłoni, po czym szybko opiera głowę z powrotem o poduszkę i marszczy czoło, próbując dzielnie znieść uderzenie bólu. Dłuższą chwilę leży z zamkniętymi oczami i oddycha głęboko.
- Zdjęcie ślubne - mamroczesz pod nosem, zupełnie jakbyś się tego wstydziła - moje ulubione.
Severin patrzy na zdjęcie i delikatnie się uśmiecha.
- A ja wolę to na pomoście.
Fakt, ono też jest urocze. Freund trzyma Cię na rękach, Ty trzymasz go kurczowo za szyję, a zmęczony weselem bukiet kwiatów, który mocno trzymasz w dłoni, zasłania wasze złączone w pocałunku usta.
- Werner dziś dzwonił - Severin zmienia nagle temat. Ustawia zdjęcie na szafce, po czym spogląda na Ciebie niepewnie - nalega na konferencję prasową, jak najszybciej.
Ta informacja wcale Cię nie dziwi, jednak też nie zadowala. Nie chcesz, żeby Severin wystawiał się przed dziennikarzy zaledwie kilka dni po wybudzeniu, gdy jest taki obolały i zmęczony, a do tego pogubiony i kompletnie zdezorientowany. Choć nigdy nie wątpiłaś w silny charakter mężczyzny, to doskonale wiesz, że teraz najmniejszy wysiłek jest w stanie go wyprowadzić z równowagi lub złamać psychicznie, że podciągnięcie go do pozycji siedzącej sprawia mu piekielny ból i, na ogół, zniechęca do dalszego wysiłku. Wola walki i upór, które przecież są głównymi cechami Severina, wciąż tkwią w głębokiej śpiączce, a Ty nie masz pojęcia, jak je z niej wyciągnąć. Potrzebujesz impulsu, kopa, który pozbiera Seva w całość, który mu przypomni, do czego zdolne jest jego ciało, jeśli głowa odpowiednio pracuje. To nie cud może go uratować, tylko on sam - dobrze to wiesz, jednak skoczek jeszcze lepiej wie, jak wyprzeć to ze swojej świadomości i sam każdego kopie pod sobą dołki.
Konferencja prasowa nie była rozwiązaniem.
Nie możesz przewidzieć reakcji Severina na pytania dziennikarzy, a te z pewnością będą bolesne - co z dalszą karierą, czy chce wrócić do skakania, czy się boi, co było przyczyną upadku, czyja to była wina? Żadne z was nie wie, co przyniesie jutro. Poprawę, pogorszenie, motywację, załamanie, ulgę? Jak więc możecie zakładać, co wydarzy się za kilka tygodni, czy miesięcy?
- Nie zgadzam się - mówisz w końcu. Sev spogląda na Ciebie z grymasem na twarzy - jest za wcześnie na konferencję.
- Od kiedy jesteś specjalistą od kontaktów z mediami? - ton Freunda mrozi Ci krew w żyłach, jednak zdążyłaś już przywyknąć do nagłych zmian nastroju.
- Od kiedy rwiesz się na wywiady w najmniej odpowiednich momentach.
- Wolę im powiedzieć wprost co się dzieje, niż pozwolić, żeby wymyślali pochrzanione historie, które potem będę musiał co chwilę wyjaśniać!
- Ale nie musisz się przed nich wystawiać - mówisz spokojnie - Sev, ja Cię nie chcę izolować od świata, ale pomyśl: niechętnie wpuszczasz do sali kogokolwiek poza rodzicami i mną. Nie chciałeś nawet zobaczyć się Wernerem, ani Freitagiem, ani nikim z drużyny. Unikasz kontaktu z ludźmi, co jest zupełnie do Ciebie niepodobne.
Nie chcesz oskarżać męża, jednak czujesz, że Twoja wypowiedź nabrała zbyt bezpośredniego tonu, więc obejmujesz delikatnie dłoń blondyna i ściskasz kościste palce
- Ja się po prostu o Ciebie martwię. Naprawdę sądzisz, że jesteś gotowy stanąć twarzą w twarz z bandą łapczywych dziennikarzy?
Severin długo nie odpowiada. Patrzy w okno, potem wodzi wzrokiem po suficie i ścianach, mruga nienaturalnie często. Widzisz, jak z każdą kolejną sekundą jego oczy coraz bardziej się szklą, aż w końcu z prawego wycieka pierwsza łza.
- Chciałbym być gotowy - mówi drżącym głosem i odwzajemnia uścisk dłoni - chciałbym siedzieć przed nimi i spokojnie odpowiadać na ich pytania, chciałbym w ogóle znać te odpowiedzi. I chciałbym się spotkać z Wernerem, ale nie chcę widzieć litości na jego twarzy, a prawda jest taka, że nawet obcy ludzie, którzy tu wchodzą i poprawiają mi pościel, albo zmieniają kroplówkę, patrzą się na mnie z takim pożałowaniem, że mam ochotę sam zamknąć się w trumnie i chociaż w tym ich wyręczyć.
Severin rozpada się na tysiąc kawałków. Na Twoich oczach traci panowanie nad emocjami, płacze jak małe dziecko, krzyczy, zaciska pięści, połyka własne łzy. A Ty mu na to pozwalasz. Czekasz.
- Nie chcę, żeby ludzie widzieli mnie na wózku inwalidzkim, bo to znów przyciągnie litość i współczucie, o którym nikt nie ma pojęcia, ale każdy udaje, że doskonale wie, o czym mówi. A najgorsze jest to, że przecież nie mogę tego nikomu poza Tobą powiedzieć, bo od razu wyjdę na niedobrego, niewdzięcznego gbura, który nie umie się pogodzić z losem. I wiesz co? Nie umiem się, kurwa, pogodzić z tym pojebanym losem. Nie rozumiem dlaczego nie mogę ruszyć dupy z łóżka, dlaczego nie czuję nóg, dlaczego wszystko mnie boli, głowę rozsadza od środka miliard bomb. Nawet nie wiesz, jak upokarzająca jest bezsilność...
- Sev - próbujesz wciąć się w zdanie mężowi, jednak on przecząco kiwa głową i, wciąż płacząc, kontynuuje.
- Nigdy w życiu nie czułem się tak niepotrzebny, jak teraz. Jestem balastem dla wszystkich, jestem prawie warzywem. Niczego nie mogę zrobić sam, musisz mi pomagać w najprostszych czynnościach, muszę o wszystko prosić. Nawet wózkiem nie mogę sam kierować, bo nie ujadę pięciu metrów. Równie dobrze mógłbym nadal leżeć nieprzytomny i przynajmniej nikt by się nade mną nie męczył...
- Severin! - nie wytrzymujesz i wykrzykujesz imię męża gniewnie. Wiesz, że wszystko co mówi jest wywołane silnymi emocjami, wiesz, że mąż wyznaje Ci wszystko, co go męczy, wiesz nawet, że prawdopodobnie nikomu innemu tego nie powtórzy - jednak nie możesz godzić się na bierne słuchanie.
- Nie rób ze mnie Matki Teresy - mówisz stanowczo, jednak pod koniec Twój głos lekko się załamuje - jestem Twoją żoną, a nie pracownicą domu spokojnej starości. Zrozum, że przesiaduję tu całymi dniami i nocami, bo tak właśnie chcę. Że nie pomagam Ci ze współczucia, tylko z miłości, bo chcę, żebyś jak najszybciej wrócił do zdrowia i nie chcę, żebyś był sam. Nie siedzę tu, bo powiedziałam przy jakimś urzędasie, że Cię nie zostawię w chorobie, tylko dlatego, że czuję, że tu jest moje miejsce. I nie mów, że wolałbyś się nie budzić, bo to mnie zwyczajnie boli. Nigdy w życiu nie czułam takiego strachu, jak przez tamten tydzień i nie wiem, czy przeżyłabym jeden dzień niepewności więcej!
Nawet nie zauważyłaś, jak łzy zaczęły ciurkiem spływać po Twoich policzkach. Chcesz powiedzieć jeszcze więcej, jednak wszystkie słowa blokują się gdzieś w gardle, z którego wydobywają się już jedynie niewyraźne dźwięki i coraz głośniejszy szloch. Czujesz, jak Severin jeszcze mocniej ściska Twoją dłoń, jak ciągnie Cię za rękę, przywołując tym samym Twoje spojrzenie. On też nadal płacze, ma twarz skrzywioną jak dziecko po spróbowaniu plasterka cytryny, cały drży, zaciska zęby.
Nachylasz się nad mężem i ostrożnie opierasz czoło o jego obojczyk. Severin powoli porusza ramieniem i w końcu obejmuje Cię delikatnie, dłonią głaszcząc łopatkę.
- Bolą Cię, prawda? - pyta cicho.
- Co?
- Plecy. Widzę, jak krzywo siedzisz, jak się garbisz i prostujesz na zmianę i jak próbujesz się dyskretnie rozciągać - masz wrażenie, że pośród słonych łez na twarzy Severina w końcu zagościł blady uśmiech - powinnaś poleżeć dzień lub dwa, albo iść na jakiś masaż.
- Będzie jeszcze czas na masaże - mruczysz i unosisz głowę. W oczach Severina widzisz troskę i zmartwienie, ale przede wszystkim zatrważający smutek. Masz wrażenie, że ktoś podmienił Twoje ukochane tęczówki na bledszy model, lub wygasił iskierki, które zawsze potrafiły poprawić Ci humor jednym przelotnym spojrzeniem.
- Kocham Cię - mówi nagle Sev - najbardziej na świecie, Ninka.
- Też Cię kocham, Sevi - odpowiadasz i przeczesujesz jego czuprynę. Skoczek posyła Ci krótki uśmiech, jednak po chwili znów zaczyna gorzko płakać.

Nigdy nie widziałaś Severina w takim stanie. Jeszcze nigdy Severin nie kipiał tyloma emocjami na raz, jeszcze nigdy nie stracił nad sobą panowania.
Stoisz w kącie niewielkiego pokoju i przyglądasz się jak narzeczony miota się i krzyczy, łapie się za głowę, rzuca napotkanymi po drodze ubraniami i przedmiotami, niemal wyrywa sobie włosy z głowy i w końcu zatrzymuje się, siada na skraju łóżka i chowa twarz w dłoniach.
Nieśmiało wychodzisz ze swojego bezpiecznego kąta i siadasz obok Severina. Obserwujesz go, czekasz na jakąś reakcję, jednak ten po prostu siedzi i stara sie wyciszyć - oddycha głęboko, wzdycha co jakiś czas, siorbie nosem. Dopiero po chwili zauważasz, że Twój narzeczony płacze.
W pierwszej chwili nie wiesz, co zrobić. Znasz Severina już kilka lat, wspierasz go, podróżujesz z nim, towarzyszysz każdemu sukcesowi i każdej porażce, jednak jeszcze nigdy nie widziałaś, żeby płakał po jakimkolwiek konkursie. Fakt, dzisiejszy konkurs nie zaliczał się do "jakiegokolwiek", ale przecież dla Severina nie było kategorii konkursów mniej lub bardziej ważnych.
Nie sądziłaś, że widok Freunda, który nie radzi sobie z porażką może być dla Ciebie tak bolesny.
Bierzesz głęboki wdech. Musisz podołać sytuacji, musisz wesprzeć Severina, pozbierać go w całość i przekonać go, że nie przegrał przecież całych Igrzysk. Tylko jak zacząć?
Chwytasz narzeczonego za ramię i masujesz je delikatnie. Nie chcesz wyrywać się z wielkimi słowami i pustym pocieszeniem, bo to nigdy nie pomaga, nie Severinowi. On jest zbyt wielkim realistą, by potulnie słuchać złotych obietnic i w nie wierzyć, co więcej, polegać na nich.
- Jak mogłem skopać tak ważny konkurs? - Sev przeciera spuchnięte oczy pięściami i spogląda na Ciebie z żalem - tyle przygotowań, tyle pracy...
- Przecież każdemu może czasem nie wyjść...
- Tylko dlaczego mi nie wychodzi w takich momentach?! - skoczek zrywa się z łóżka i znów zaczyna krążyć po pokoju - każdy występ jest dla mnie ważny, ale... Tak strasznie liczyłem dziś na indywidualny medal. Nie nastawiałem się, nie dawałem go sobie w marzeniach, ale miałem nadzieję, czułem, że mogę go zdobyć. Naprawdę mogłem, nie wiem, co się stało.
Masz wrażenie, że Severina ogarnia panika, że przestaje rozumieć mechanizm własnego ciała i popada w paranoję.
- To jakiś koszmar - mruczy pod nosem i opiera czoło o chłodną szybę. Za oknem panuje kompletna ciemność. Spoglądasz na zegarek: jest już trzecia dwadzieścia trzy.
Podchodzisz powoli do Seva, opierasz się o jego plecy i oplatasz ramionami jego tors. Blondyn chwyta Twoje dłonie i pociąga je w górę. Po chwili czujesz jak delikatnie muska ustami kosteczki palców, a potem obraca się przodem do Ciebie i przytula mocno.
- Cieszę się, że ze mną tu jesteś - mówi cicho, przeczesując Twoje długie włosy.
- Jak mogłabym opuścić taką imprezę - uśmiechasz się i łaskoczesz Severina w żebra mając nadzieję, że choć trochę poprawi mu to humor. Patrzycie sobie w oczy dłuższą chwilę i uśmiechacie się nieśmiało. Masz cichą nadzieję, że część emocji spłynęła już z Severina, ale czujesz też, że jego oddech wciąż jest niespokojny i przyspieszony.
- Powinieneś już spać.
- Ty też.
- Ja mogę spać rano ile mi się podoba - oznajmiasz pewnie i puszczasz Severinowi oczko.
- I tak już nie zasnę... - blondyn wzdycha i nieco rozluźnia uścisk - muszę to po prostu przeboleć.
- Jesteś silny - mówisz cicho - poradzisz sobie. Poza tym to nie są Twoje ostatnie Igrzyska. Akurat tego, że na Twojej półce znajdzie się jeszcze medal olimpijski jestem pewna, jak niczego innego na świecie.
Naprawdę w to wierzysz. Nie masz najmniejszych wątpliwości, że Severin odniesie jeszcze wiele sukcesów w swojej dyscyplinie, że będzie najlepszy, że zostawi swoich sportowych rywali daleko za sobą. Gołym okiem widać, jak pnie się w górę, jak z każdym skokiem nabiera coraz więcej perfekcji, pewności i klasy. W końcu znalazł w sobie te skrzydła, o których mówił, gdy się poznaliście, które tak bardzo chciał rozwinąć, w które pokładał wszystkie swoje nadzieje i nad którymi pracował tyle lat, a Ciebie rozpierała duma, jakiej nigdy dotąd nie czułaś.

- Uszanuj jego decyzję - mówisz stanowczo, krzyżując ramiona na piersi - nie możesz za niego decydować.
- A Ty możesz? - Wernerowi wyraźnie nie podoba się Twoje zdanie - to chore, że nie widziałem go od wypadku, że w ogóle z nim nie rozmawiałem. Jestem trenerem Severina, muszę wiedzieć, co się z nim dzieje!
- Już Ci mówię: wszystko go boli, nie może chodzić, nie chce rozmawiać, jest załamany. Daj mu czas. Ja czekałam prawie tydzień na szczerą odpowiedź.
Werner siada zrezygnowany i wzdycha ostentacyjnie.
- Potrzebna jest jakakolwiek informacja wprost od Severina. To do niego niepodobne, żeby tyle czasu nie dawać znaku życia.
- To nie jest ten sam Severin - szepczesz, a Twój głos momentalnie się załamuje - on naprawdę potrzebuje czasu, nawet na to, żeby się z Tobą zobaczyć. Musi sam oswoić się z tą sytuacją.
- Naprawdę jest aż tak źle?
Kiwasz jedynie głową. Zaczyna brakować Ci słów, aby opisać ten koszmar.
- Myślałem, że nic nie jest w stanie go złamać, nawet taka tragedia. Zawsze był tak pozytywnie nastawiony. Racjonalnie, ale w pozytywną stronę.
- Wiesz, co mi powiedział, gdy raz go spytałam, co się stało z moim Severinem?
Schuster spogląda na Ciebie z ciekawością, ale też strachem.
- Że spadł z progu i się stoczył - nie jesteś w stanie powtórzyć dokładnie słów Seva. Na samą myśl przeszywa Cię nieprzyjemny dreszcz, a oczy zachodzą łzami. Widzisz jednak, że udało Ci się minimalnie oszukać Wernera i masz nadzieję, że przekona go to do odpuszczenia skoczkowi kontaktu z mediami.
- On musi się spotkać z psychologiem...
- Wiem, ale nie chce. Nie zmuszę go przecież.
- Może pogada z kadrowym - proponuje trener - nie musi teraz, ale w ogóle. Zaproponuj mu to.
Wydaje Ci się, że to może być rozwiązanie. Severin szczególnie nie chce przebywać wśród obcych osób, więc na rozmowę z kimś, kogo zna powinien się szybciej zgodzić. Wiesz, że namówienie go na to spotkanie nie będzie łatwe, jednak nie możesz się poddać, szczególnie, gdy w końcu masz Wernera po swojej stronie.
- Porozmawiam z nim jeszcze dziś - obiecujesz. Dopijasz zimną kawę i zgniatasz papierowy kubek powoli - spróbuję go też namówić na napisanie krótkiego posta na Facebooku.
- To zawsze coś - Werner uśmiecha się blado i jednym haustem wypija swoją kawę - daj znać, jak w końcu będzie chciał wpuścić do swojej sali. Tylko ostrzegam, nie będę długo czekać.
- Postaram się.
Schuster wstaje i wyrzuca wasze kubeczki. Odprowadzasz go do samego wyjścia ze szpitala w ciszy. Poniekąd jest Ci przykro, że trener przyjechał na daremno - w końcu nie zobaczył Severina, bo ten dostał histerii, gdy usłyszał, że ktoś chce go odwiedzić. Cieszysz się jednak, że odpuścił sprawę konferencji i nie nalegał na posyłanie Twojego męża przed kamery i aparaty. W końcu oboje macie ten sam motyw działania: wsparcie Severina w najcięższym okresie jego życia.

"Dziękuję za tak ogromne wsparcie, słowa otuchy, życzenia i pozytywną energię. Trzymajcie kciuki za mnie i za mój szybki powrót do zdrowia.
Wasz Severin."


* * *

Ku*wa, przepraszam.
Tyle mam chyba do powiedzenia. Przepraszam za niewybaczalnie długą nieobecność oraz za jakość tego rozdziału. Linijką po łapach dam sobie sama.

10 komentarzy:

  1. Kurwix, nienawidzę Cię. Pojawiasz się tutaj raz na ruski rok i myślisz, że możesz sobie tak po prostu zostawić mnie tu całą zabeczaną na kolejne pół roku (czy kij wie ile)?
    Nie bawię się w takie biznesy, stara. Szanuj naszą alkoholową brać.
    Ech, no dobra. Nie umiem w komentarze strasznie, więc zbyt wiele, ani nic mądrego tu nie napiszę, no ale wiedz, że ten monolog Seva to mnie rozpieprzył na miliony i do tej pory nie umiem się po nim pozbierać. Najgorsze, że to przecież tylko opowiadanie, ale przez tę prawdziwą kontuzję Rudego i jego nieobecność w skokach latem jakoś mi na musk rzuca i te dwa Severiny - ten prawdziwy i ten twój - nachodzą mi na siebie. Wali mi przez to totalnie, więc jak w Klinge zobaczę Rudego na belce, to się chyba przed telewizorem poriczę.
    Put the blame on Madyna.
    Ale ogólnie to jest pięknie jak zawsze. Te emocje, ta ich miłość, to, jak pięknie wplatasz tu retrospekcje... Ech, zazdro milion za to. I dziękuję, że o tym pamiętasz.
    Czekam na te "wielkie plany" co do Seva.

    Ściskam zatem, posyłam wirtualny alkohol i kochom miłością największą. <3

    PS. Ale pierdolenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpowiadam za żadne uszczerbki na zdrowiu, poza tymi Severinowymi, a już na pewno nie za schizofrenię! Odszkodowanie wypłacam w alkoholu :D
      A tak serio to dziękuję za to, że po takim czasie tu przybyłaś i jeszcze naskrobałaś komentarz ♥ KC

      Usuń
  2. Ogólnie jestem zdania, że komisja do spraw rozkurwiających ff powinna wydać Ci zakaz pisania czegokolwiek o Rudym i to w taki sposób, a potem zamknąć Cię w celi z Riczem albo kimś. Bo inaczej ja nie przetrwam kolejnych rozdziałów, rozwalona od środka ;____; Niszczysz, Madyna, mocno niszczysz.
    Zaczęłaś od tej wspomnieniowej sceny i...cholerka, jak to mnie mocno ścisnęło. Widać doskonale, jak oni świetnie do siebie pasują. Nina przy Sevie czuła się bezpieczna i to tak, jak chyba każda kobieta chciałaby się czuć. Piękne to było.
    A potem od razu przeskok do brutalnej rzeczywistości i od razu widać, że życie rzadko jest taką super bajką, na jaką mamy nadzieję na samym początku. Ten całkiem inny Severin od razu rzuca się w oczy. Był silny, Nina mogła na nim polegać, a potem przez jeden skok wszystko uległo odwróceniu. I jemu i Ninie jest podwójnie trudno. Bo przed wypadkiem Severin był tym silnym, nawet w przypadku porażek potrafił spojrzeć na rzeczywistość z dużą dozą optymizmu. I chyba to głównie on pocieszał Nine, dodawał jej sił. Dla niej ogromnym ciosem musi być patrzenie na to, jak z takiego prawie super bohatera staje się zależny od innych. A przecież nie może mu tego pokazać.
    Cholernie zawiła sytuacja.
    I jak jeszcze jako tako się trzymałam, tak te słowa Seva całkiem wbiły mnie w ziemię. To było takie...KURDE. No nie mogę sie po tym pozbierać, bo widać, że nie ma takich ludzi, którzy byliby odporni na wszystko. I każdy może na trafić w końcu na coś, co go kompletnie rozbije. Gratulacje za ten monolog, bo nie wpadłaś w żadną pułapkę- ani nie zrobiłaś z Seva zawsze opanowanego ideału, który nigdy nie rzuci mięsem, ani też nie przesadziłaś w drugą stronę, bo to mogłoby wyjść dość sztucznie. Wyważyłaś to idealnie. Emocje wyszły na wierzch i jestem zdania, że to dobrze. Zarówno dla niego jak i Niny. Najbardziej boli, gdy widzisz, że bliska Ci osoba cierpi, ale nie potrafi Ci się jeszcze zwierzyć. Potem kiedy puszczają już pierwsze przeszkody, jest coraz lepiej. no musi być lepiej. Bo jak nie, to będziesz najbardziej niecnym człowiekiem na świecie, nawet bardziej niecnym niż Piter Prełc. Amen.
    I jeszcze to Soczi (hmmmmmmm nie chcę się wygadywać ale obie zaczerpnęłyśmy stamtąd taki sam obraz Severino). Nina i Sev znajdują się już w gronie moich ulubionych ff par. :3
    Koniec końców wybaczam Ci całkowite rozwalenie mnie na miliony małych, rudych, Sevikowych kawałeczków. Wybaczam.
    Tylko dawaj szybko kolejny rozdział, bo tak mało Rudego w blogspotach. :c
    KC!
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że niszczę i niezwykle szanuję w sobie tę cechę przy okazji tego opowiadania :D
      Wiem, znęcam się. Robię to świadomie ;D
      Zaś cieszę się, że dostrzegłaś tę różnicę między Sevem przed i Sevem po wypadku. Nie jest ją łatwo stworzyć (serio), bo a) jest dość wcześnie po wypadku b) Sev przy Ninie i tak nieco gra (co chyba też widać, I hope so...).
      Nie mniej jednak przepaść się tworzy, to racja.
      Co do monologu - matko z córko, nie znoszę monologów. Ciężko je wyważyć, tym bardziej cieszę się, że Ci się podobał i że nie wyszedł zbyt patetycznie. Ciężko oczekiwać, że osoba, która straciła tak wiele będzie się zachowywać spokojnie i racjonalnie :|
      KC Mouse, dziękuję żeś wpadła i skomentowała po tak niewybaczalnie długiej przerwie :*
      p.s. Ave Rudy

      Usuń
  3. Minęło już kilka dni, a ja wciąż nie wiem, co napisać. Wiesz, jak grać na uczuciach biednych czytelników i jesteś w tym bezlitosna.:c
    Ej, ogólnie jak mam megadoła to albo przychodzę tutaj zdołować się jeszcze bardziej, albo idę na ruliny, albo robię niszczycielskiego mixa. Potem niby nadal jest źle, ale jakoś przyjemniej. Egal. Bo zaczynam pierdolić jak Ricz po swoich psychotropach.
    Pierwsza scena jest taka piękna i taka ich, że wiadomo, że po niej przypierdolisz czymś konkretnym. Wciąż nie wyszłam z szoku po przekleństwach Rudego. Poniosły go emocje, ale może to i lepiej. W końcu wiecznie nie może dusić w sobie wszystkiego. Zresztą, czy istnieje ktoś, kto nie zachowałby się w takiej samej sytuacji jak on? Kurde, koleś jest o krok od stracenia czegoś, wokół czego kręciło się dotychczas całe jego życie.Tu się nie da być spokojnym. Na szczęście Sev ma przy sobie Ninę, która chwilowo musi być silna za ich oboje.
    A ta scena z Igrzysk (moja nieoficjalnie ulubiona scena rozdziału)... no nie wiem, ale miałam wrażenie, że faktycznie wtedy mogło wydarzyć się coś podobnego. Że Sev się denerwował, że był rozczarowany sobą i że jego jedyną ostoją w tym całym chaosie myśli była jego ukochana, jedyna osoba, która bez zbędnego patosu potrafi do niego dotrzeć.
    No dobra, wyszedł mi szajcowy komentarz za co bardzo przepraszam. Jednakże wiedz, że niezmiennie kocham to opowiadanie, choć rozwala na atomy i nie pozwala spać po nocach. Jesteś geniuszem! Tylko już nie znikaj stąd na tak długo, okej?
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiesz, że zdanie "Pierwsza scena jest taka piękna i taka ich, że wiadomo, że po niej przypierdolisz czymś konkretnym" mogłoby służyć jako komentarz do całego tego opowiadania i nie potrzeba ani słowa więcej, aby mnie posumować. Jestem okropna, ale schlebia mi to :D
      Ech, dobrze rozgryzacie Seva. Sytuacja jest zawiła, ciężko nad nim zapanować w sumie nawet w Wordzie, a przecież ten mętlik jakoś trzeba wrzucić jeszcze tu. No, ale cieszę się, że rozumiecie jego los, a przynajmniej widzicie, o co biega.
      KC Cam, cieszę się, żeś wpadła tu do mnie, mimo że jestem okropnikiem :*

      Usuń
  4. jeśli chodzi o jakość rozdziału, to nie ma za co przepraszać, bo jak dla mmie była spoko. właściwie to wręcz mi to zaimponowało, bo chociaż rzeczywiście dosyć długo nic się tu nie pojawiało, to nie odczułam zbytnio tej przerwy - w takim sensie, że nadal trzymasz poziom. i nadal fantastycznie operujesz emocjami czytelnika. strasznie mi się to podoba, bo, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, lubię coś czuć podczas czytania opowiadań, lubię, gdy one na mnie w jakiś sposób oddziałują, gdy zmuszają do pewnej refleksji. zresztą to zawsze była taka rzecz, która w pisaniu wydawała mi się szczególnie ważna, to, żeby pisać w taki sposób, by kogoś naprawdę poruszyć, by jakoś na tę drugą osobę zadziałać za pomocą nawet niewielkiej liczby słów. Ty to potrafisz i pewnie dlatego nawet mimo tych przerw i tego, że nie mam pojęcia, czy uda Ci się skończyć ten tekst, zawsze przychodzę tu z przyjemnością, bo wiem, że to, co przeczytam, pozostawi po sobie jakiś rozdźwięk w mojej głowie.
    tak naprawdę sama nie umiem ocenić, które z nich dwojga ma bardziej przerąbane. bezsilność severina jest dla mnie czymś przerażającym (i uparcie przypomina o tym, jak cudownie być w życiu pełnosprawnym), ale z drugiej strony nina jest tak samo bezsilna i musi patrzeć na jego cierpienie, co wydaje mi się równie wielkim koszmarem. to chyba stawiam w tym pojedynku na remis. nie oszczędzasz ich szczególnie, to Ci trzeba przyznać.
    mimo wszystko wydaje mi się, że ona i tak świetnie sobie radzi. i podziwiam ją za to, bo wydaje mi się, że mimo wszystko trzeba być bardzo odpornym, by znosić taką sytuację tak dzielnie. tym bardziej, że on na pewno będzie teraz rzeczywiście trudny do zniesienia i co gorsza szczególnie nie można mu się dziwić. przypuszczam, że to kwestia siły miłości, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to można znaleźć w sobie wyjątkowo dużo empatii. i dobrze, bo to będzie im potrzebne. nie wyobrażam sobie, by severin miał z tego wychodzić bez niny. zbyt wiele ich łączy, zbyt silnie są ze sobą związani emocjonalnie. co mi się strasznie podoba, bo jest to piękne, a jednocześnie, głównie z powodu okoliczności, wcale nie przesłodzone ani jakieś nierealistyczne.
    on mimo wszystko potrzebuje psychologa. to na pewno. nina sobie sama z tym nie poradzi. to nie są okoliczności, które pojedynczy człowiek jest w stanie udźwignąć bez niczyjej właściwie pomocy - i w tym miejscu dziękuję Ci, że oni nie mają dzieci, bo to w ogóle byłoby mi trudno sobie wyobrazić. a z drugiej strony widać, że sev nikogo nie chce do siebie dopuścić poza nią, i że tak naprawdę to, iż dopuścił ją, i tak wiele znaczy. przerażająca sytuacja. w gruncie rzeczy oboje są w pułapce.
    uwielbiam to, że wrzucasz te retrospekcje. serio. trochę gwóźdź do trumny mojego smutku, ale tak jak już wspominałam lubię coś czuć podczas czytania. dzięki za to.
    pozdrawiaaaaam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci baaaardzo, że chciało Ci się tu wpaść, że zrobiłaś to z przyjemnością i że skomentowałaś te wypociny :3 Serio robicie mi życie, że tak analizujecie w komentarzach niektóre sytuacje, bo czuję, że wysiłek nie idzie na marne. Fakt, staram się przeładować tekst emocjami, żeby działo się to, o czym piszecie - żeby został jakiś mętlik w głowie, żeby było Wam smutno, wesoło (haha.), dziwnie. Odpłacacie mi serio cudownymi komentarzami :D
      Co do tekstu - fakt, też zaczęłam się zastanawiać, kto ma tu bardziej przerąbane i o kim właściwie piszę to opowiadanie. Wiadomo, Sev ma być tym, który przyciągnie czytelnika. Ale już na początku mocno przywiązałam się do Niny i do jej emocji. Oboje potrzebują teraz siły, ale chyba do końca nie będzie wiadomo, kto posiada to unbroken heart z tytułu. Póki co, wg mnie, wygrywa Nina.
      Dobra, tak naprawdę chciałam Ci podziękować za komentarz, a wzięło się na refleksję :D
      p.s. też się teraz cieszę, że nie dałam im dzieci/dziecka. choć miałabym większe pole do popisu jeśli chodzi o dramę ;)

      Usuń
  5. Jestem. Dotarłam. Nareszcie!
    Rany, jakie to jest straszne, taki mini emocjonalny szatan, szczerze mówiąc.
    Najgorzej chyba jest wtedy, gdy wszystkim wydaje się, że doskonale wiedzą, jak się taka osoba czuje. Nie wiem, chciałabym się jakoś postawić w sytuacji Niny, w końcu przez ponad dwa tygodnie wszyscy czuwaliśmy nad łóżkiem unieruchomionej babci. Ale cholera, to nie jest to samo. Chyba nie jestem w stanie w jakikolwiek sposób wyobrazić sobie tego, co oni oboje czują. Co czuje Sev - no bo, cholera. Młody facet. Szczyt kariery. I nagle wszystko się wali. Nie wiem, irytuje mnie taka postawa jak Wernera łołołoło jestem jego trenerem muszę się z nim spotkać myślałem tAKI POZYTYWNY FACET SIĘ ZAŁAMAŁ. No ciekawe, czy Ty byś się nie załamał. Bez kitu.
    Podziwiam Ninę przepotwornie. Nie wiem, czy gdyby spotkała mnie taka sytuacja, to czy bym potrafiła tak. To znaczy, pewnie, gdybym kogoś kochała tak mocno, jak ona jego, to tak. Ale, jejku, to jest takie super i dające nadzieję, że w sumie może nie wszyscy ludzie są źli do szpiku kości i w ogóle. No nie wiem, nie wiem co chciałabym jeszcze powiedzieć.
    O, już wiem.
    Że retrospekcje przekręcają nóż, który i tak wbijasz mi w serce. Taka kochana jest ta ze ślubną sesją. Jejku, ile ciepła w tym ich smutnym teraz, świecie.
    No, ej weź nie daj czekać na siebie tyle samo czasu, dobra?

    PS. jak ktoś się rozpada na tysiące kawałków, to ja automatycznie myślę o KRISZCZANIE GREJU. Przepraszam.
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się zgadzam z początkiem - wszystkowiedząca rodzina, czy znajomi, są okropni. Oczywiście, że chcą dobrze, jednak nic tak nie irytuje, jak takie puste zapewnienia (przynajmniej mnie hehe). Cóż, co mogę powiedzieć - postanowiłam spaprać życie Rudzielcowi nieco, niby robiłam ankietę, kto ma być bohaterem, ale wiedziałam już wtedy, że to będzie Sev. Wydaje mi się, że przez nienaturalnie silną sympatię do niego umiem jeszcze mocniej wcisnąć ten nóż i dodatkowo go przekręcić. Nie wiem, przy innym skoczku chyba nie byłoby tego efektu :|
      P.S. Postaram się pisać częściej!
      Dzięki jeszcze raz za naskrobane słówka ♥

      Usuń